Uwielbiam jeść! Odkrywanie nowych smaków jest dla mnie również istotnym aspektem podróżowania oraz ważnym elementem poznawania kraju, w którym jestem. Stambuł zachwycił mnie jedzeniem – aromatyczną zupą z soczewicy, idealnie doprawionymi mięsami i grillowanymi warzywami. Mocna i słodka herbata w tulipanowych szklaneczkach skutecznie dodawała energii w chłodne dni. Nawet kawa mi smakowała! A byłam przekonana, że ta czarna turecka „siekiera” nie przypadnie mi do gustu. Nie podejrzewałam, że Turcja ma do zaoferowania tak wiele.
Przed przyjazdem do Stambułu byłam dość sceptycznie nastawiona do opinii jakoby kuchnia turecka była jedną z najlepszych kuchnia świata. W mojej głowie od razu pojawiły się domysły: mięsa „na ostro”, ociekające tłuszczem przekąski, przesłodzone desery. Byłam w wielkim błędzie podejrzewając, że tureckie dania wypalą mnie od środka, a po Stambule będę chodzić głodna. Wróciłam zakochana w tureckim jedzeniu!
Simit – turecki obwarzanek
Na szybką przekąskę najlepszy będzie simit czyli obwarzanek posypany sezamem. Jego historia sięga czasów Imperium Osmańskiego, kiedy simit był specjałem na dworze sułtana. Dzięki prostemu składowi i łatwości przyrządzania, precle szybko stały się popularne wśród ludzi z wszystkich warstw społecznych. Budki na kółkach, w których można kupić obwarzanki, stoją praktycznie na każdym rogu. Simity dostaniemy w wersji tradycyjnej lub na słodko, posmarowane kremem czekoladowym. W Turcji jest tyle do miejsc wartych zobaczenia, że szkoda tracić czasu na śniadanie w domu/hotelu/restauracji – wystarczy złapać simita i ruszyć w drogę!

Sok z granatów
Sok z granatów piłam codziennie i nawet po tygodniu nie miałam go dość. Najczęściej kupowałam go na drugie śniadanie. Na jeden duży kubek napoju przypadają 3 owoce. Sprawni sprzedawcy kroją je w kawałki i przeciskają przez metalową praskę. Granat już w starożytności znany był ze swoich właściwości zdrowotnych i odmładzających (choć chyba piłam go zbyt krótko by zobaczyć ten efekt;). Sok ma intensywny i lekko kwaśny smak, świetnie orzeźwia. Zakochana w granacie, przywiozłam z Turcji herbatę o takim smaku. Jak się potem okazało nie była ona najlepszej jakości. Następnym razem przywiozę wyciskarkę!

Zupa z soczewicy
Zupa z soczewicy jest jednym z podstawowych dań kuchni tureckiej. Jest daniem bardzo uniwersalnym. Może być jedzona na śniadanie, obiad lub kolację. Znajdziecie ją w każdej restauracji. Miałam okazję jeść ją kilkukrotnie. Za każdym razem była trochę inna (mniej lub bardzie gęsta/przyprawiona/kremowa), ale zawsze aromatyczna i pożywna. Po Stambule bardzo dużo chodziłyśmy, przemierzając codziennie po kilkanaście kilometrów. Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie, a wiatr często potęgował odczucie chłodu. W tak zmiennych warunkach zupa z soczewicy idealnie rozgrzewała i stawiała na nogi. Pokropiona sokiem z cytryny smakuje jeszcze lepiej.
Kofta
W Stambule króluje kofta. Są to szaszłyki z mięsa mielonego, najczęściej jagnięciny lub baraniny, doprawione są orientalnymi przyprawami. W Turcji istnieje kilkaset odmian tego dania! W niektórych restauracjach zamarynowane, nabite na ruszt i przykryte folią szaszłyki tylko czekają na upieczenie. Koftę jadłam dwa razy i w każdej wersji była pyszna –mięso było wyjątkowo aromatyczne, świetnie upieczone, a kofta rozpływała się w ustach. Szaszłyki świetnie uzupełniają się są z grillowanymi warzywami (pomidorami, bakłażanem) lub ryżem.

Herbata
Narodowym napojem Turków jest herbata (çay): mocna, trochę cierpka i gorzka. Najlepiej gdy ma mocno czerwony kolor, który Turcy nazywają „krwią zająca”. Herbata serwowana jest w tulipanowych szklaneczkach bez ucha o pojemności ok 100 ml, na małym talerzyku, z malutką łyżeczką i kostkami cukru. Piją ją wszyscy, od gości w kawiarniach po sprzedawców na lokalnych bazarach. W skali roku każdy Turek statystycznie wypija po 1300 szklaneczek tego trunku, a na osobę przypadają 3 kg herbaty. Picie herbaty to nie tylko tradycja, ale przed wszystkim okazja by spędzić wspólnie czas i rozmawiać. Herbaciarnie do późnych godzin nocnych są gwarne i pełne ludzi. Herbata była obowiązkowym zamówieniem do każdego naszego posiłku. W zimne dni nie było lepszego napoju.

Pide
Pide to ciasto drożdżowe w kształcie łódki, zapiekane z różnego rodzaju nadzieniem. To taka turecka pizza, tylko bardziej podłużna, z podwiniętymi brzegami by farsz nie wylewał się na zewnątrz. Pide które jadłam było proste, z serem i szpinakiem, ale jakie pyszne! Ciasto było cienkie i kruche, a prosty farsz bardzo smaczny i delikatny.

Kawa po turecku
Nie myślałam, że kiedykolwiek zasmakuje mi czarna, fusiasta, serwowana bez mleka kawa. Od czasu pojawienia się kawy w Imperium Osmańskim, była ona towarem luksusowym. Pijano ją na dworze sułtanów i to w ówczesnym Konstantynopolu w 1554 r. powstała pierwsza kawiarnia na świecie, Kava Han. W XVIII wieku z Imperium Osmańskiego kawa trafiła do Europy. Również turecki sposób parzenia kawy jest najstarszym na świcie. To swoistym rytuałem, którego zasad należy przestrzegać (m.in. napój gotujemy w specjalnych tygielkach i słodzimy na samym początku by nie psuć smaku). Kawę po turecku piłam w dwóch wersjach: domowej, robionej przez Serap, u której nocowałyśmy na Couchsurfingu, oraz kawiarnianej, w restauracji na wzgórzu Pierre Loti, którą popijałyśmy oglądając panoramę miasta. Obie wersje były przepyszne. Kawa po turecku serwowana jest w uroczych kolorowych mini filiżankach. Jest delikatna i bardzo przyjemna w smaku. Jak na czarną kawę była zupełnie inna niż sobie wyobrażałam!

Kanapka z makrelą
Punktem obowiązkowym w czasie wizyty w Stambule jest zjedzenie kanapki z pieczoną na ruszcie makrelą w porcie w dzielnicy Eminonu, tuż przy Moście Galata. Po prawie 2-godzinnym rejsie po Bosforze, kiedy wiatr rozwiewał włosy i urywał głowę, chrupiąca bułka z gorącą rybą i świeżymi warzywami była tym, czego mi było trzeba. Pałaszowałyśmy te kanapkę, siedząc na chodniku przy przystani i odganiając wielkie mewy krążące dookoła w poszukiwaniu jedzenia. Jeśli chcecie spróbować tych kanapek, najlepiej od razu po zejściu ze statku ustawić się w kolejce. Gdy tylko tłum się rozpłynie, z nadbrzeża znikają także panowie z rusztem!


Azjatycki kupmir
Pierwszego dnia naszego pobytu wsiadłyśmy do pociągu i przejechałyśmy tunelem Marmaray do azjatyckiej części Stambułu. Gdy zaczął padać deszcz, niebo zrobiło się czarne, a my głodne, przyszła pora na poszukiwanie jedzenia. To właśnie w Azji zjadłyśmy lokalnego kumpira. W jedynej otwartej wówczas budce wybrałyśmy farsz do ziemniaka. Nie do końca wiem co pan Turek do nich ponakładał bo trudno było się nam porozumieć 😉 Do wyboru były m.in. cieniutko pokrojone parówki w tłustym pomarańczowym sosie oraz … marchewka z groszkiem. Usiadłyśmy w altanie, czekając na jedzenie w oparach dymu sziszy i papierosów. Byłyśmy jedynymi kobietami w tym miejscu. Wokół nas mężczyźni, pochłonięci grą w popularny w Turcji Tryktrak, popijali szklaneczkę za szklaneczką (herbaty). Kumpir był całkiem smaczny, ale zdecydowanie bardziej wolę naszego „Krakowskiego Kumpira” w wersji ze śmietanką i cebulką <3

Baklawa
Próbowałam tego deseru już wcześniej poza Turcją, ale dopiero w Stambule przekonałam się jak powinna smakować. Baklawa to bardzo wiele warstw cieniutkiego ciasta filo, przekładanych siekanymi orzechami włoskimi, migdałami lub pistacjami oraz polanych syropem cukrowym lub miodem. Następnie wyłożona na metalowych blachach i pociętą na kwadraty lub trójkąty czeka za amatorów słodkości. Jest niesamowicie słodka, chrupiąca na zewnątrz i mokra w środku. Jedna kosteczka wystarczy by się zasłodzić na cały dzień.

Lokma
Przy Moście Galata próbowałyśmy też jednego tureckiego specjału, który wybitnie mi nie zasmakował. W Turcji popularne jest lokma czyli bardzo słodkie i wręcz pływające w tłuszczu pączki. Historia tego specjału sięga czasów osmańskich, kiedy to pączki serwowano w sułtańskich pałacach, a przy ważnych okazjach rozdawano ludności by świętowała z rodziną sułtana ważne wydarzenia. Dobrze, że kupiłyśmy tylko kilka sztuk (małą porcję), bo niestety nie dałyśmy rady tego zjeść. Lokma smakowała trochę jak niedosmażone, przesiąknięte tłuszczem ciasto, tak słodkie że aż bez smaku. Trochę nam zeszło by wymęczyć to małe pudełeczko.

1 Komentarz
Hello, thanks for the information