Wyjazd do Stambułu marzył mi się od dawna. Europa jaką znam, ta kontynentalna i chrześcijańska, przestała mnie zaskakiwać. Chciałam wyruszyć dalej i poznać to co nieznane. Stambuł był kierunkiem idealnym – położony na styku kontynentów, o kulturze, sztuce i religii tak odmiennej niż europejska. Przewodnik po Stambule leżał na mojej półce od długiego czasu, a ja czekałam by w końcu spakować go do plecaka.
Splot szczęśliwych okoliczności sprawił, że w końcu to marzenia udało się zrealizować – miałam czas, towarzystwo koleżanki równie zakręconej na punkcie odwiedzenia tego miasta i pieniądze (na szczęście dla turystów lira turecka była słaba, za 1 lirę turecką było zapłacić ok 0,7-8 zł, podczas gdy jeszcze niedawno za 1 lira = 2 zł). Od decyzji o wylocie do zakupu biletów minął .. 1 dzień. Tak długo odkładałyśmy ten wyjazd, że tym razem nie było na co czekać, trzeba było iść za ciosem.
Jak dolecieć do Stambułu z Krakowa?
Z Krakowa nie ma bezpośredniego połączenia ze Stambułem. Priorytetem przy zakupie biletów są pieniądze, więc wybrałyśmy najtańszą opcję przelotu z przesiadką we Frankfurcie. Bilety kupiłyśmy 2,5 miesiąca wcześniej i wyjazdowe szaleństwo nabierało rozpędu.

Przygotowania do wyjazdu
Praktycznie od razu zabrałam się na wyszukiwanie noclegów oraz tworzenie mojej googlowej mapki z tym, co koniecznie trzeba zobaczyć i gdzie zjeść. No i zaczytałam się.. nie tylko w odkurzonym przewodniku, ale także w bardzo ciekawej i świetnie napisanej książce pt „Merhaba”, która polecam każdemu choć trochę zainteresowanemu Turcją. Książkę napisaną przez dziennikarza i korespondenta telewizyjnego z Turcji czyta się jednym tchem, dopiero nagły koniec uświadamia nam że już przebrnęliśmy przez całość.
Dlaczego Stambuł?
Wiedziałam, że Stambuł będzie fascynujący – jedna z największych metropolii świata, kosmopolityczne miasto położone na styku kontynentów, przedzielone Cieśniną Bosfor, łączące Morze Marmara z Morzem Czarnym, największe miasto Europy, z mieszkanką kultur, języków i religii. Miasto o wielu nazwach – Bizancjum, Nowy Rzym, Konstantynopol, od 1930 r. noszące nazwę Stambuł. Miasto niesamowitej historii – powstałe jako grecka kolonia w VII w p.n.e, dawna stolica Cesarstwa Rzymskiego, świadek upadku Cesarstwa Wschodniego i świetności potężnego Imperium Osmańskiego, którego przywódca sułtan Mehmed II po zdobyciu miasta w 1453 r. po 53 dniach oblężenia na potwierdzenie swojej potęgi wjechał konno do kościoła Hagia Sophia, a kościół został zmieniony w meczet. Czego chcieć więcej? Dla mnie, podróżującej do tej pory głównie na zachód – inny świat.

Pakowanie
Nie pozostaje nic innego tylko pakować się i jechać! Tylko jak się tam ubierać, co zabrać ze sobą? W Stambule byłam tydzień w połowie października. Prognozowana pogoda na nasz pobyt to 17 stopni w nocy i 19-20 stopni w dzień. Słońce miało się przeplatać z chmurami i deszczem, więc trzeba było być gotowym na każdą ewentualność. Ostatecznie zamiast regulaminowego bagażu podręcznego w podróż wyruszyłam z dokupionym bagażem rejestrowym. Nie mogłam sobie już odmówić i zapakowałam do bagażu również statyw.
Wczesne wstawanie zmienia rysy twarzy!
Do Turcji leciałam Lufthansą . Wylot z Krakowa po 6 rano, lot trwał 1 godzinę 15 minut. Przesiadka we Frankfurcie i kolejny lot do Stambułu trwający 2:40 h. Czas na przesiadkę był wystarczający by dobiec do naszego terminala, choć nie obyło się bez przygód. Po raz pierwszy jako posiadaczka paszportu biometrycznego przechodziłam przez bramki rozpoznające twarz. Wchodzę do „strefy rozpoznania”, patrzę w lustro, które miało mnie rozpoznać, dla pewności zdejmuję okulary … i nic. Przez bramkę obok przeszło już chyba z 15 osób, a ja dalej czekam. Poprawiam włosy, ale to nie to. Wstałam dziś po 3, więc rzeczywiście mogę nie być podobna do siebie ze zdjęcia w paszporcie. W końcu zablokowaną przeze mnie bramką zainteresował się ochroniarz. Po jego interwencji i wskazówkach by cały czas patrzeć przed siebie i nie rozglądać się na boki (czego oczywiście nie zrobiłam dostateczne długo) mogłam ruszyć dalej.

Jedzenie na pokładzie
Po raz pierwszy leciałam liniami innymi niż tanie lub czarterowe, i muszę przyznać, że obawiałam się powrotu do Ryanaira 😉 W drodze z Krakowa do Frankfurtu pasażerowie dostawali słodkie bułki z nadzieniem i napojem. W drodze do Stambułu było już na bogato. Jako że podróżuję generalnie jak najtaniej i w czasie lotu nie dopłacam za zbędne usługi, wielką atrakcją było dla mnie odpakowywanie samolotowego śniadania 😀 było pyszne i sycące oraz pozwoliło trochę się rozerwać w czasie pokonywania kolejnych odcinków tej drogi w chmurach. Śniadanie było wliczone w cenę biletu.

Standardy Lufthansy
W samolocie stewardessy co jakiś czas roznosiły napoje. Można było zamówić wodę, kawę, herbatę lub napoje gazowe. Co więcej można być się napić również wina lub piwa – i to w sumie bez ograniczeń. Pan siedzący w rzędzie obok nie miał oporów by co chwila prosić obsługę o kolejny kubek czerwonego wina. Pomyślałam wówczas, że są jednak na świecie więksi „korzystacze” niż ja (ale o tym innym razem). Kolejną wielką różnicą w porównaniu z moimi dotychczasowymi lotniczymi doświadczeniami była … cisza w czasie lotu (no, nie licząc płaczących dzieci czy obsługi pytającej o to co chcemy do picia). W przeciwieństwie do Ryanaira, pasażer nie jest atakowany ogłoszeniami o rozpoczęciu sprzedaży w sklepie wolnocłowym czy możliwości zakupu losu na loterii. Podczas podróży jest cicho, można odpocząć i zrelaksować się.

W poszukiwaniu wifi
Wychodząc z samolotu przestawiłam zegarek o godzinę do przodu i … szukałam wifi, żeby rozesłać informację że jesteśmy na miejscu. Potrzebowałam także dać znać Serap, że już jesteśmy na miejscu i ruszamy w stronę jej domu. Gdy opowiadałam znajomym że jadę do Stambułu, część z nich nie rozumiała mojej ekscytacji. „Ale czy tam jest spokojnie?”, „Nie boisz się?” – trudno uniknąć takich pytań. Z pewnością kwestii bezpieczeństwa nie należy bagatelizować. Nie można jednak popadać w paranoję i demonizować podróży, bo w dzisiejszych czasach niespokojnie może być wszędzie.
Lotnisko Ataturka
Lotnisko Ataturka położone było w europejskiej części miasta ok. 15 km na południowy-zachód od Stambułu. Obsługiwało ok. 60 mln pasażerów rocznie. Prosto z lotnika można było zejść do stacji metra, którego ściany zdobiły piękne orientalne mozaiki. Aktualnie ruch samolotowy w tureckiej metropolii przejęło otwarte niedawno mega-lotnisko Istanbul Airport, położone ok 40 km na północny zachód od miasta. W 2020 ma tam być doprowadzona linia metra, do tego czasu podróż do centrum miasta zajmuje ok 1-1,5 godziny. Przy następnej wizycie tam będę lądować! Bo już wiem, że do Stambułu wrócę 🙂

1 Komentarz
This was beautiful Admin. Thank you for your reflections.