Wybierając się do Izraela wiedziałam, że jednym z punktów obowiązkowych naszej podróży będzie pobyt nad Morzem Martwym. Specyficzny mikroklimat tego rejonu, z leczniczymi właściwościami wody, błota i powietrza sprawia, że Morze Martwe jest uznawane za jedno z najlepszych naturalnych spa na świecie. Naszym celem zostało konkretnie Ein Bokek – z jedyną publiczną czyli nieodpłatną plażą, z prysznicami, leżakami, przebieralniami oraz jak się później okazało … z wifi 😀 Jak tam dotrzeć?
Wyjazd do Ein Bokek wypadał na trzeci dzień naszego pobytu w Izraelu, po ostatniej nocy spędzonej u couchsurfingowego hosta. Przed relaksem nad morzem czekało nas więc spakowanie plecaków, które miałyśmy odebrać wieczorem by ruszyć w nowe miejsce. Z rozkładów jazdy autobusów Egged wynikało, że pierwsze z nich odjeżdżają nad Morze Martwe co godzinę, o 8 i o 9. Dotarłyśmy na dworzec o 7:56, kiedy autobus odjeżdżał nam sprzed nosa 😉 Na wejście do środka i tak nie było już szans. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a i w przejściu ciężko było o wolne miejsce stojące. Przed nami była godzina czekania na kolejny kurs.

Bilety i karta Rav Kav
Bilety na podróż kupiłyśmy w kasie na ostatnim piętrze Centralnego Dworca Autobusowego. Można to zrobić również przez internet – o ile znamy język hebrajski. Na początku zamierzałyśmy kupić zwykły bilet w dwie strony do Ein Bokek, co powinno kosztować do 60 szekli. Sympatyczny pan w kasie podpowiedział nam jednak, że bardziej opłacalny będzie zakup biletu całodziennego na komunikację miejską. Kosztował on 40 szekli, czyli ok. 40 zł (przelicznik to mniej więcej 1:1). Aby kupić taki bilet trzeba posiadać kartę Rav Kav, która pozwala także na przejazd komunikacją miejską m.in. w Jerozolimie i w Tel Awiwie. Kartę można wyrobić nieodpłatnie i od ręki w punkcie obsługi pasażerów na dworcu, po okazaniu paszportu. Na odwrocie miała wklejone moje nazwisko i zrobione trochę z zaskoczenia zdjęcie. Na mojej twarzy widać dokładnie, jak intensywne były te „wakacje” 😉

W który autobus wsiąść?
Nad Morze Martwe jadą autobusy nr 486 i 444, które kończą kursy odpowiednio w kurortach Neve Zohar i Eilat. Cieszą się one ogromną popularnością, a liczba osób ustawiających się w kolejce do wyjazdu rosła z minuty na minutę. Komunikacja publiczna stanowi bardzo dobrą i bezpieczną alternatywą dla innych sposobów dotarcia nad Morze Martwe – jest tania i bezpieczna, w przeciwieństwie do bardzo drogich przejazdów taksówką czy wypożyczenia samochodu, bowiem jazda po ulicach izraelskich miast jest nie lada wyzwaniem. Aby mieć szansę na miejsce siedzące w autobusie, najlepiej ustawić się w kolejce przynajmniej na pół godziny przed odjazdem. Osoby dochodzące do kolejki w ostatniej chwili nie mogły mieć pewności, że załapią się nawet na miejsce stojące. W kasie warto poprosić o papierowy rozkład jazdy autobusów powrotnych.

Najdroższa kanapka w życiu
W drodze na dworzec nie zdążyłam kupić nic do jedzenia. Na poszukiwanie śniadania wybrałam się po zakupie biletów. Do odjazdu kolejnego autobusu i tak była jeszcze prawie godzina. Na dworcu w Jerozolimie zjadłam najdroższą kanapkę w moim życiu, zapłaciłam za nią 23 szekle. Nie była warta swojej ceny, ale na jednym z dwóch otwartych wówczas stoisk ciężko było o coś lepszego.
W drodze
Autobus w drodze do Ein Bokek miał kolejne przystanki, m.in. plażę Kalia (wstęp płatny, położona najbliżej Jerozolimy plaża nad Morzem Martwym). Mijaliśmy również twierdzę w Masadzie, przy której wysiadało sporo osób. Wjeżdżaliśmy także do rozlokowanych wzdłuż wybrzeża kibuców jak np. Ein Gedi (rządzących się swoimi prawami wspólnot, zajmujących określone terytorium, ogrodzonych i chronionych przez wojsko).


Po wyjeździe z miasta mijamy pustynie, skały i góry. Taki krajobraz za oknem będzie się przewijał przez całe 2 godziny jazdy. Wzdłuż izraelskiego zachodniego brzegu Morza Martwego biegnie najniżej położona droga na świecie. Autostrada 90 wnosi się na wysokości 393 metrów poniżej poziomu morza. Jest główną trasą dojazdową dla wszystkich amatorów kąpieli w Morzu Martwym.

Droga niekiedy bardzo kręta, a w uszach czuć, że zjeżdżamy coraz niżej. W autobusie jest bezpłatne wifi, więc w przypadku znudzenia widokami można rzucić okiem na telefon 😉
Wysiadamy w Ein Bokek i ruszamy w stronę morza- nareszcie pora na kąpiel!
