Koronawirus nie powstrzymał budzącej się do życia przyrody, a przecież wiosna to czas tulipanów. Nie ma piękniejszego miejsca by podziwiać ich urok niż ogród Keukenhof w Lisse – tulipanowym centrum Holandii. W tym roku po raz pierwszy w historii z powodu trwającej pandemii ogród nie został otwarty dla zwiedzających. Tym bardziej zapraszam Was na wirtualną wycieczkę po największym kwiatowym ogrodzie świata.

Kilka faktów o Ogrodzie
Ogród Keukenhof otwarty jest przez około dwa miesiące w roku, od końca marca do początku maja. By kwiaty w tym okresie mogły cieszyć oczy odwiedzających, od października do grudnia 40 ogrodników własnoręcznie sadzi 7 milionów sadzonek. Wwyrastają z nich kwiaty w 800 odmianach. Wrażenia z wizyty są niezapomniane!

Jak dojechać do Keukenhof?
Keukenhof znajduje się w miejscowości Lisse. Można tu dotrzeć samochodem (ok 45 km i 40 min jazdy od Delft lub Amsterdamu), autobusem rejsowym z Amsterdamu lub ze zorganizowaną wycieczką. Te ostatnie często mogą być połączone ze zwiedzaniem plantacji tulipanów, oferuje wiele agencji turystycznych. Po Holandii poruszaliśmy się samochodem, rozpoczynając naszą wycieczkę od wizyty Maastricht. Do Keukenhof dojechaliśmy z Delft, które odwiedzaliśmy tego samego dnia. Około godz. 14:00 przyjechaliśmy do Lisse. Ruch samochodowy w okolicach ogrodu był duży, ale bez większego problemu znaleźliśmy miejsce dla auta. Parking mieści 4500 aut osobowych i 1000 autokarów. Na wszelki wypadek, nie chcąc tracić czasu, odpowiednio wcześniej kupiliśmy przez internet bilety wstępu do ogrodu (wówczas 17 euro, aktualnie 19 euro, kupione razem z biletem parkingowym za 6 euro).


Ruszamy!
Wejście do ogrodu jest niepozorne. Skromna brama nie zapowiadała kwiatowej feerii barw i kształtów czekającej już za pierwszym zakrętem. Przy bramie wejściowej kręciło się kilka osób i brak kolejki trochę mnie zaskoczył. Gdzie się podziały te tłumy, o których czytałam w przewodniku? Nie trzeba było długo czekać by je napotkać. W czasie kiedy my wchodziliśmy do ogrodu, sporo osób już opuszczało jego teren. Wchodząc w pierwszą alejkę z kwiatami zobaczyliśmy morze ludzi – spacerowali, siedzieli na ławkach, leżeli na trawie, przyglądali się kwiatom.

Mimo iż na alejkach przy wejściu było tłoczno, w miarę przemieszczania się po ogrodzie tłum robił się mniejszy, a w niektórych zakątkach można było cieszyć się pięknem kwiatów w spokoju i samotności. Aby dotrzeć do takich spokojnych enklaw trzeba było jednak pokonać całkiem spory dystans.

O tulipanie słów kilka
Tulipan to najczęściej uprawiana roślina ozdobna na świecie. Pierwsze sadzonki tulipanów dotarły do Europy w połowie XVI wieku z Imperium Osmańskiego. To własnie na terenie obecnej Turcji rozpoczęto ich uprawę. Co więcej, w historii i kulturze Turcji jest wiele nawiązań do tego kwiatu. Era Tulipanów to określenie czasów dobrobytu i spokoju, przypadających na erę rządów sułtana Ahmeda III – wielkiego miłośnika tych kwiatów. Za początek rozwoju tulipanowego przemysłu w Holandii uznaje się rok 1593, kiedy to Charles de L’Écluse, dyrektor ogrodu botanicznego w Leiden, wyhodował odmianę kwiatów znoszących klimat bardziej surowy od panującego w Turcji. W konsekwencji tego odkrycia zapanowała moda na tulipany, która apogeum osiągnęła w XVII wieku.
Tulipomania
Holandię ogarnęła tulipanowa gorączka. Pośród arystokracji i klasy średniej rozpoczęła się rywalizacja na posiadanie najrzadszej odmiany kwiatów, a tulipany były symbolem luksusu i pozycji społecznej. Na przestrzeni kilku lat ceny cebulek wzrosły prawie dziesięciokrotnie. Najcenniejsze wymieniano ze nieruchomości, ziemię czy bydło. W 1636 r. cebulka tulipana stała się czwartym towarem eksportowym Holandii (po ginie, śledziach i serze). To m.in. spekulacje na giełdach tulipanów oraz ich zbyt wygórowane ceny oraz brak wywiązywania się kontrahentów z obietnic zakupu cebulek kwiatów w przyszłości po określonych cenach doprowadziły do kryzysu finansowego w lutym 1637 r. Okres Tulipomanii był przedmiotem zainteresowania pisarzy, ekonomistów i filmowców. Do dziś jego ocena jest przedmiotem analiz i dyskusji.


W przybliżeniu
W Keukenhof znajdziemy tulipany o najróżniejszych kolorach i kształtach. Mogą być one niskie, wysokie, jednokolorowe i tęczowe, o zwartych delikatnych kwiatach, jak i bardziej postrzępione lub rozczochrane. Każdy gatunek ma swoją nazwę, która umieszczona jest na tabliczce od strony ścieżek spacerowych. Niektóre z odmian są naprawdę wyszukane, jak choćby aksamitnie fioletowy „Night Club” czy przypominający śnieżną kulę „Ice Age” z poszarpanymi płatkami. Tulipan jest tak popularnym kwiatem, że doczekał się swojego święta. W trzecią sobotę stycznia wszyscy miłośnicy tych kwiatów świętują Dzień Tulipana.




Romans w kwiatach
Każdego roku zmienia się aranżacja kwiatów w ogrodzie, która jest dostosowana do tematu przewodniego. W czasie naszej wizyty w 2018 r. był to „Romans w kwiatach”. Jedno ze zdjęć, które zrobiłam, szczególnie dobrze obrazuje ten motyw 😉 Temat na 2020 to „Świat kolorów”. Ogród jest nieczynny, będzie można go odwiedzić wirtualnie.

Obiekty i infrastruktura
Na powierzchni 32 hektarów, poprzecinanej 15-stoma kilometrami ścieżek spacerowych, znajdziemy pola kwiatów (oprócz tulipanów są tam m.in. róże, lilie, hiacynty, żonkile i orchidee), ogrody tematyczne (angielski, japoński), drzewa, stawy, strumyki, pawilony wystawowe. Z balkonu zabytkowego wiatraku rozciąga się widok na okoliczne pola tulipanów. Co więcej, między polami można przepłynąć płaskodenną łodzią, na którą wsiada się na terenie ogrodu. Gdy będziemy głodni, możemy się posilić w jednej w kilku restauracji lub kawiarni.



Deszczowe pożegnanie
W dniu, w którym zwiedzaliśmy ogród było chłodno. Nawet pojawiające się co jakiś czas słońce nie było w stanie pokonać odczucia zimna. Spędziliśmy w Keukenhof kilka godzin, od 14:00 do 18:00, opuszczając go prawie o godzinie zamknięcia. Pod koniec naszego spaceru zaczął padać deszcz, który przegonił zwiedzających, dzięki czemu na chwilę mieliśmy wrażenie jakbyśmy byli tutaj sami. Wychodząc czułam się jakbym przeszłam kilkadziesiąt kilometrów, co chwila na przemian się rozbierając i ubierając (taka zmienna pogoda towarzyszyła nam przez cały pobyt w Holandii) lub wymieniając kolejne baterie w aparacie, by uchwycić całe piękno ogrodu.

Poza ogrodem
Lisse odwiedziliśmy w pierwszym tygodniu maja. Ogród niedługo miał być zamknięty. Na polach tulipanów było widać, że sezon na kwiaty już powoli się kończy. Wracając pod Amsterdam udało się nam podjechać do kilku gospodarstw. Zjeżdżaliśmy w boczne drogi i szukaliśmy odpowiedniego miejsca do zatrzymania się. Oglądanie w spokoju i bez tłumów tych pięknych kwiatów rosnących na okolicznych polach, posadzonych bez szczególnej aranżacji, w ich naturalnym otoczeniu, było pięknym dopełnieniem naszej wycieczki.
